środa, 30 lipca 2014

WAŻNE! odpowiedzcie, proszę

Hej, mam takie pytanko/ka
Czy jeżeli regularnie co tydzień, dwa bym pisała nowy rozdział to mogłabym liczyć na komentarze?
Ktoś wgl to czyta?
Mam coś zmienić czy jak?
Jest sens abym nadal prowadziła bloga?

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 14

Perspektywa IzyZastanawiam się gdzie jestem. Biały tunel, szereg ławeczek ustawionych wokół ciągnących się torów. Z jednej strony pod ceglanymi pofarbowanymi łukami  białe drzewa, konkretnie to chyba wierzby ze spuszczonymi w dół jasno różowymi kwiatkami i kłoda pomalowana ta ten sam kolor co reszta, opartą o dwa drzewa, na której była powieszona huśtawka. Wszędzie stały po dwie osoby i rozmawiały. Dwie kreatury z skrzydłami, lub człowieka z tym stworzeniem. Aniołki płci żeńskiej miały białe sukieneczki sięgające przed kolana, a męska część biały T-shirt i spodnie. Prawie w żadnym przypadku nie zdarzyło się, aby w parze były dwie osoby tej samej płci. W tej chwili wolna była jedynie huśtawka, ale nie przeszkadzało mi to gdyż i tak to właśnie na niej chciałam usiąść. Odepchnęłam się dwa razy i zamknęłam oczy, myśląc o nim.
A.L-Możesz ze mną porozmawiać w realu, bo nie koniecznie chce mi się czytać w twoich myślach.-Czy to... haha, ześwirowałam.-Nie na razie jesteś normalna, ale ja zeświruje jak nie porozmawiamy w cztery oczy. Tak by było wygodniej dla nas obojga.-Momentalnie podniosłam powieki i to co ujrzałam, kogo mnie wstrząsnęło.-I jak jestem prawdziwy? Widzisz mnie?
I-Loui?
L-Zgadza się skarbie.
I-Ale, ty masz skrzydła?
L-Tak jakby. Jestem aniołem Louis'a.To nie tak, że on nie żyje tylko każdy ma swojego sobowtóra z piórkami na plecach, który nad wami troszkę czuwa i od bardzo głupich rzeczy stara odciągnąć.
I-Ja też mam?
L- No oczywiście, i to jakiego mmm.
I-Opowiedz mi o niej, czyli o mnie w zasadzie.
L-No jesteś fantastyczna, piękna, inteligentna, cudowna, mądra, a w tamtej sukience, taka sexi.
I-Haha, dobrze wiedzieć. Mogę ją zobaczyć?
L-Wątpię, raczej w takich sytuacjach jak ta jest to niemożliwe. Dopiero po śmierci scalicie się w jedność.
I-Ale to dziwne, dlaczego akurat z tobą?
L-No widzisz. Zazwyczaj to druga połówka przychodzi do ciebie, żeby pocieszyć i nawrócić do świata żywych.
I-Czyli ty znaczy Louis jesteś moją drugą połówką?
L-Mhm, prawdopodobnie tak, no chyba że znajdę kogoś innego.
I-Czyli to ty sterujesz w kim się zakocha i będzie z nim na wieki wieków?
L-Tak, a teraz chodź ze mną muszę ci coś pokazać.-Szłam z nim ramię w ramie, aż dotarliśmy do takiego jakby studio. Podszedł do komputera i przed nami wyświetlił się w powietrzu ekran. Na jednym z rzutów byłam ja leżąca na łóżku szpitalnym i chłopaki oprócz Lou i blondaska. Natomiast drugi pokazywał Louisa, który kłócił się o mnie z El. Wow,aż nie wierzę.
I-Gdzie Niall i Kate?
L-Czuwali nad tobą całą noc, więc chłopcy ich zmienili, a oni śpią u siebie.
I-Oh, jacy kochani.
L-A jaki ja byłem dla ciebie dobry.
I-Czy ja wiem, czy zrzucenie na mnie winy za niby rozwalenie twojego byłego związku jest dobre.
L-Nie chodzi mi o to.-Kliknął kilka pstryczków i po chwili cofnęło film do momentu w którym jest pokazane jak mi się przygląda, oddaje dla mnie krew, a potem przeprasza i całuje w czoło po czym wychodzi.-Tak byłem idiotą, ale naprawiłem to i dzięki temu jeszcze żyjesz, a i przydałoby się, żebyś się już obudziła więc...
I-No to cześć.-Przytuliłam go i zamknęłam oczy, a kiedy z powrotem je otworzyłam nade mną stali chłopcy.-Mmm, niewygodnie, szyja mnie boli.
H-Haha to chyba najmniejszy problem, a jak chcesz to potem zrobię ci masaż. -Poruszał zabawnie brwiami i złośliwie się uśmiechnął.
Z-No wreszcie ile można spać.
Li-Miło cię widzieć z powrotem, Zayn dzwoń po Kate i Niall'a.
Z-A no tak, już dzwonię. Może do Kate pierwszej, żeby się zebrała.
I-Tak, to dobry pomysł.
Z-...Kate?...tak,tak wstała... ale spokojnie...tak dobrze...wręcz rewelacyjnie...że szyja ją boli...haha wszystko dobrze,... naprawdę...nie przeżywaj tak....to zbieraj się a ja dzwonię po Horana...tak... to cześć. Martwi się.
I-Haha właśnie słyszę.-Nagle drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wparował lekarz.
Doc-Witam, obudziła się panienka, wieczorem przeprowadzimy badania i na ich podstawie ustalimy kiedy bedziesz mogła wyjść, a znajomi mają opuścić twój pokój do godziny 18.-Przełączył mi rurki po podłączane do moich nadgarstków i wyszedł.
H-Ale ham-Nagle usłyszeliśmy pukanie.-Proszę.-Tym razem do pomieszczenia wszedł Louis z bukietem. Chłopcy lekko zmieszani odchrząknęli i zaczęli coś wymyślać i wyszło na to, że idą pogłaskać koty w spożywczaku, żeby kupić mi koszulkę na wyjście ze szpitala. Tak, to kompletnie nie ma sensu. Gdy już opuścili moją salę, Tomlinson nadal stał pod ścianą zamyślony. Po kilku minutach milczenia nie mogłam już tego znieść więc pierwsza się odezwałam, choć zastanawiałam się czy mam być zła czy miła. W końcu zdecydowałam się na neutralne.
I-Cześć.-dopiero wtedy się ocknął, podszedł do mnie jakby lekko przestraszony, wręczając mi białe róże.
L-Cześć i przepraszam, że jestem największym h**em jakiego świat widział. Dlaczego nie uwierzyłem tobie i chłopakom tylko El.-Raczej stwierdził niż zapytał, a ja nadal siedziałam patrząc na niego jak chodzi w tą i z powrotem i prowadzi zawzięty dialog z samym sobą.- Nadal tego nie wiem. Najgorsze to to, że przeze mnie się tak skrzywdziłaś, a ja jak debil nie zareagowałem od razu tylko musiałem to przemyśleć. Jak ja mogłem.Bardzo żałuję tego wszystkiego.Ja naprawdę nie chciałem, ja...-już nie mogłam go słuchać więc mu przerwałam
I-Zaczęło się już robić nudno, chyba wyczerpałeś zapas słów, więc masz prawo wypowiedzieć tylko jedno.
L-Przepraszam.-Uśmiechnęłam się i wskazałam aby usiadł obok mnie. Nie można się tak długo gniewać, przynajmniej nie na niego. Tak jak prosiłam usiadł obok mnie i z niedowierzaniem patrzył w dół na moje nadgarstki. Na ten widok sama się skrzywiłam, gdyż nie wyglądały za ciekawie. Uniosłam lekko jego podbródek tak aby spojrzał na mnie.
I-Wybaczam i nie obwiniaj się więcej.- Znowu lekko się uśmiechnęłam spojrzeliśmy sobie w oczy i on też się lekko uśmiechnął lecz tym razem to on delikatnie ułożył sobie mnie w ramionach, zaczął zbliżać swoją twarz bliżej mojej i chyba nie muszę mówić co się wydarzyło. Po pocałunku spojrzał na mnie jakby z pytaniem o pozwolenie, co oczywiście uczyniłam i kontynuowaliśmy pogłębiając je. Na nasze nie szczęście do sali wparowała reszta włącznie z blondynami, przerywając nasze okazywanie uczuć.
K-Iz... mhm, czy ja o czymś nie wiem, to już wy z powrotem... razem?
I&L-Cześć Kate, miło że pytasz, tak u nas wszystko dobrze.-Odpowiedzieliśmy razem z czego zaczęliśmy się po chwili śmiać.
Perspektywa Kate
Wow jestem pod wrażeniem, ja chyba nie byłabym w stanie tak szybko przebaczyć. Cóż może to właśnie ich więź jest tak mocna. To ich sprawa, ale będę go obserwować, a jak spróbuje ją jeszcze raz tak skrzywdzić to własnoręcznie mu wyrwę serce i poszatkuje. Natomiast brunetkę walnę w tą śliczną główkę za tak szybkie danie mu drugiej szansy, albo jak zwykle nie będę mogła się długo na nią gniewać i będę pocieszać. Dobra, wracam do żywych.
K-Czyli kiedy wychodzisz?
I-Eh nie wiem, wieczorem mam mieć badania i potem się okaże.
K-Ach i z radości wzięłam szampana plus ... nie ważne świętujmy.-Podałam szampana Harremu, a on go wstrząsnął i korek wyleciał w powietrze, a z butelki zaczęła lać się jej zawartość. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, a Zayn podstawił głowę aby ciecz lała się do jego ust zamiast na podłogę, co wiązało się kolejną salwą śmiechu z naszej strony.
Z-No a co, miało się zmarnować? Zapamiętajcie sobie, aby nigdy więcej nie dawać mu otwierać szampana.-Mówił wskazując na loczka.
N-Dobra to ja wznoszę toast za naszą paczkę, niech ta kłótnia tylko wzmocni więź naszej przyjaźni i w niektórych przypadkach coś więcej.-Popatszył na gołąbeczki tulące się na łóżku, a następnie na mnie oplatając mnie w tali a następnie składając mi delikatnego całusa na ustach. Nie wiem dlaczego ale przymrużonym okiem spojrzałam na Hazze, który na patrzył na nas i miał jakby smutek w oczach. Czyżby w tym co mówił na imprezie była odrobina prawdy. Ni wydaje mi się, przecież się uśmiecha. Zostawmy ten temat każdy z nas brał butelkę i brał kilka łyków. Później rozmawialiśmy dopóki nie wybiła 17.50 i wszyscy zaczęli się zbierać.Pocałowałam przyjaciółkę w prawy policzek, a z każdym z chłopaków się przytuliłam,a ostatnim był Hazza, który mnie delikatnie przytulił jakbym była zrobiona z bardzo kruchego materiału, który w każdej chwili może się rozpaść. Natomiast Niall z każdym przybił sztamę, a Ize pocałował z przeciwnej strony niż ja. -Cześć wszystkim-Powiedział mój chłopak i po tym jak to powiedział objął mnie jedną ręką w tali i kierował nas do wyjścia.
Perspektywa Louis'a
Po tym jak wszyscy wyszli ja zostałem jeszcze na 5minut.
L-Iza, ja jeszcze raz chciałem cię przeprosić i...- przerwała mi
I-Nie przepraszaj, po prostu obiecaj, że już nic nas nie rozdzieli. Obiecujesz?
L-No pewnie, że tak. Izabelo Tomlinson, obie...-no znowu co za kobieta.
I-Ło ho hoho, już zatwierdzasz mi swoje nazwisko?
L-Nie przerywaj. Tak więc Izabelo Tomlinson, obiecuje ci, że nic nie rozdzieli nas aż do śmierci, chyba że to ty stracisz zainteresowanie mną.
I-Na razie nie nie straciłam.
L-Na razie?
I-No wiesz jak to jest, kobieta zmienną jest.
L-Osz ty-Pochyliłem się i zacząłem składać pocałunki na jej malinowych ustach, ale któś musiał nam przerwać, a tym kimś był lekarz, który miał brać moją ukochaną na badania. Kiedy odjeżdżał z nią na wózku pomachałem jej i wysłałem ostatniego na dziś całusa.
-------------------------------------------
Hejka sory, że mnie tak długo nie było,
ale najpierw musiałam poprawiać ocenki,
a potem od razu poleciałam na wakacje.
Więc sorki i mam nadzieje, że się spodoba.
Tak przy okazji jakbyście skomentowali,
to to zachęca mnie do pisania.
Macie jakieś pytania?

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 13

Hejka :)
dedykacja dla wszystkich czytelników
Perspektywa Louis'a
Szliśmy sobie z El spokojnie przez park, kiedy to nagle pojawiła się Iza.
I-Co ona tu robi?
El-A nie widzisz, że spacerujemy?
I-Ale dlaczego on z tobą, Lou skarbie chyba mnie nie zdradzasz?
El-Skarbie? Kim ona dla ciebie jest?
I-Jestem jego dziewczyną.
El-Nie prawda to ja jestem jego dziewczyną!
I-Chyba sobie kpisz!-dziewczyny zaczęły na siebie wrzeszczeć szarpiąc mnie jedna za jedną, druga za drugą dłoń.-Powiedz jej!
El-Nie to jej powiedz!
L-Zostawcie mnie!- Zacząłem uciekać, na początek schowałem się za budką z hot-dog'ami, ale szybko mnie znalazły. Następnie uciekłem na plac zabaw i schowałem się pod daszkiem drewnianego zamku z zjeżdżalniami, ruchomym pomostem, ściankami wspinaczkowymi, rurą strażacką itd., lecz podobnie jak za poprzednim razem szybko mnie znalazły. Zjechałem na kręconej ślizgawce i pobiegłem. Tym razem usiadłem pomiędzy dwoma dziadkami na ławeczce, pożyczając od jednego kapelusz i zakrywając się gazetą drugiego. To podziałało, gdyż dziewczyny przebiegły nie zwracając na mnie uwagi, myśląc, że już się nie wrócą w tą stronę zdjąłem przebranie, jednak nadzieja matką głupich. Znów musiałem wiać, pędząc przed siebie nie patrząc na innych, wpadłem na końcu do jeziora. Miałem z niego wychodzić, ale coś chwyciło mnie za nogę i ciągnęło w dół.-Nieeeeeeeee.......
...
Obudziłem się z krzykiem, cały przepocony, a otwierając ślepia ujrzałem nad sobą 3 znajome pary oczu.
H-Wszystko ok?
L-Eeee...nie, znaczy tak.
Z-Krzyczałeś Eleanor, czyli koszmary ci się śniły.
L-Haha, koszmar ale nie przez Eleanor, tylko przez to, że ...
Li-Tylko przez to, że musiałeś wybrać pomiędzy nią, a Izą.
L-Może, a co was to interesuje?
Li-Może się pokłóciliśmy, ale nadal jesteśmy przyjaciółmi i się o ciebie martwimy.
L-No to skoro nimi jesteście, to po co wtykacie nos w nie swoje sprawy?
Z-Czy ty wreszcie zrozumiesz, że ty i El to przeszłość, a twoja głowa wymazała najważniejszy moment, w którym poznajesz Izę.
H-To dzięki niej zacząłeś normalnie funkcjonować po rozstaniu z El. Już po pierwszym spotkaniu wygadałeś mi się, że to chyba miłość od pierwszego spojrzenia i trochę załamany, bo zapomniałeś poprosić ją o numer telefonu. Potem znowu się spotkaliście,
Z-i okazało się, że ona z Kate mają dla nas piosenkę na nową płytę.
H-Oczywiście mieliście wiele ciekawych przygód razem,
Li-ale opowiemy ci je później, bo to za dużo informacji na raz. Teraz może pojedźmy do niej, trzeba też zmienić blondasków.
L-Dlaczego mam w to wierzyć?
Z-Bo jak już mówiliśmy jesteśmy przyjaciółmi
Li-i nigdy cię nie okłamaliśmy.
L-Nigdy?
Z-Nigdy w ważnych sprawach.
L-No może faktycznie.
Li-To zbieraj się i jedziemy.
L-Nie wiem czy to najlepszy pomysł, lepiej żebym się jej nie pokazywał na oczy.
H-Stary ona i tak pewnie będzie spać, a zresztą i tak będziesz musiał się z tym zmierzyć i porozmawiać z nią.
L-To może później, albo jutro jak nie będzie Kate, bo ta to mnie chyba zabije.
H-Haha, mogło by się tak zdarzyć.
Z-To nara.
L-Cześć.- Po tym jak opuścili mój pokój wysłałem sms-a do El czy możemy się spotkać w celu dopytania się o kilka rzeczy.
--------------------------------------------
El <3
--------------------------------------------
                         <Możemy się spotkać?
Tak, jasne. Gdzie?>                     
                           <W parku za godzinę?
Ok, do zobaczenia ;*>                  
--------------------------------------------
Perspektywa Kate
Ktoś mnie szarpnął więc podniosłam zamknięte do tej pory powieki.
K-Co jest?
N-Zmiana, chłopaki nas zastąpią, a my jedziemy do domu przespać się normalnie w wygodnym i ciepłym łóżku.
K-Ja mogę zostać, jutro mnie zastąpicie bo mam pracę.
Li-Poradzimy sobie i dziś, a ty musisz się porządnie wyspać.
N-Skarbie, jak chcesz to później przyjedziemy tu jeszcze raz.
K-Ale, jak się obudzi to macie dzwonić i nie przejmować się czy śpię.
Z, H, Li- Tak jest.-zasalutowali na co się zaśmiałam i opuściliśmy z Niall'em budynek.
N-Śpisz u siebie czy u nas?
K-Chyba u  mnie, będę musiała się przebrać i wyjść na spacer z Lucky, jakby nie było to mój pies.
N-No dobra, to jak wszystko skończysz i będziesz chciała jechać to zadzwoń.
K-Oczywiście, pa.-Dałam mu całusa i wyszłam z samochodu. Przeszłam cicho przez drzwi, ale i tak rodzice mnie usłyszeli, aha czyli teraz będzie przesłuchanie
T-Gdzie ty byłaś? Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiliśmy.
M-Ojciec chciał już po policję wzywać, nie mogłaś zadzwonić, albo sms-a przynajmniej wysłać?
K-Przepraszam z tego wszystkiego zapomniałam.
T-Nie przesadzajmy z tą policją, ale co do poinformowania nas, że nocujesz u kogoś innego to nie łaska? A tak właściwie to gdzie, u kogo?
K-W szpitalu, przy Izie.
M-Co się jej znowu stało, przecież mówiłaś, że wróciła cała i zdrowa?
K-Ah, to długa historia.
M-Mamy czas.
T-Kochanie daj jej odpocząć. Na pewno jest zmęczona, noc na krześle nie należy do najwygodniejszych.
M-No może masz rację To idź, a później porozmawiamy.-Kiedy kierowałam się już w stronę schodów, prowadzących do mojego pokoju na pierwszym piętrze, mama mnie jeszcze na chwilę zatrzymała.-Jutro przyjeżdża Michael, więc nie planuj zbyt wiele.
K-Mike? O której? Na ile?
M-Około 6 po południu, ale nie wiem na ile, sama go zapytasz, to dobranoc.
K-Dobranoc.
Perspektywa Louis'a
Czekałem obok fontanny na El karmiąc gromadkę kevin'ów bułką, którą kupiłem sobie po drodze na śniadanie, ale po chwili stwierdziłem, że nie jestem głodny. Poczułem drobną dłoń na moich plecach, więc odwróciłem wzrok w tamtą stronę.
El-Cześć.
L-O hej.-Podniosłem się i otrzepałem spodnie z okruszków pieczywa, aby po chwili ją przytulić.
El-Karmiłeś keviny? -Na jej usta wkradł się uśmiech.-Kiedyś często to robiliśmy.
L-Kiedyś?
El-To znaczy kiedyś częściej.
L-Właśnie chciałem z tobą o tym porozmawiać. Czy możesz mi wreszcie prawdę powiedzieć?
El-Przecież wczoraj...
L-Mhm, ale prawdę.-warknąłem
El-Jak mamy tak rozmawiać to ja lepiej pójdę.
L-Nie,-Pociągnąłem ją za rękę.-poczekaj. Dobra to na spokojnie.-Powiedziałem raczej do siebie niż do niej.-Może przejdźmy się do starbucksa.
El-No ok.-Rozmawialiśmy na wiele tematów nie dotyczących, tego o którym mieliśmy. Popijając kawę i śmiejąc się co chwile. Kiedy miałem zadać jej nurtujące pytanie, które mam od wczoraj, złapało nas paparazzi.
P1-Czy ty i Eleanor znowu jesteście razem?
P2-To była chwilowa przerwa?
P3-Iza was skłóciła?
P4-Elounor powraca?
P5-Kim jest dla ciebie Iza?
P6-Wybór między dwoma dziewczynami? Czy to ma odciągnąć nas od Larrego?-Larry? Nadal nie mogą sobie odpuścić? Ale powrót mój i El? Teraz jestem pewny, że kłamała, a Iza mówiła prawdę. Co ja zrobiłem?! Zadawałem sobie multum pytań tak samo jak fotoreporterzy.
L-Do widzenia, dziękuję.-Przepychałem się przez tłum trzymając brunetkę za dłoń. Kiedy byliśmy już daleko wpadłem w szał.- I jak to wytłumaczysz?! Nadal masz zamiar mi wmawiać, że jesteśmy razem?! Że przez ten cholerny okres, którego zapomniałem, nic się nie wydarzyło?! No proszę! Tłumacz się!-Wrzeszczałem, a jej zaczęły ciec po policzkach łzy, trochę było mi jej szkoda, ale muszę wiedzieć jak to było.
El-Loui, bo ja ... ja chciałam, żebyśmy znów byli razem.
L-Po pierwsze nie mów do mnie Loui, a po drugie w taki sposób?! takim kosztem?! Zdajesz sobie sprawę, że ona jest w szpitalu, straciła dużo krwi i musiałem jej oddać swoją bo mogła nie przeżyć?!
El-Nie wiedziałam, że tak zareaguje. Przepraszam.- Mówiła cicho, jąkając się i patrząc w swoje buty, jakby były najciekawszą rzeczą w tamtym momencie.
L-Nie przepraszaj mnie, tylko ją jak się obudzi.-Powiedziałem już spokojniej.- Chodź odprowadzę cię do domu.-Uniosła głowę i popatrzyła na mnie zdziwiona.-Idziesz czy nie?-Dziewczyna przytaknęła i ruszyła ze mną ramie w ramie. Całą drogę przeszliśmy w milczeniu, dopiero pod jej domem się odezwałem.-Jak się obudzi to cię poinformuje i pojedziemy ją przeprosić.
El-Dobrze i przepraszam, za wszystko.-Skinąłem głową na znam, że wybaczam, odwróciłem się na pięcie i moim następnym celem jest szpital, tak właściwie wstąpię jeszcze do jakiejś kwiaciarni.
--------------------------------------------
Może być?
Co o nim sądzicie?
Co teraz się wydarzy?
Kocham was pyśki :*
PS.Czy to prawda, że niektórzy z moich czytelników nie są Polakami?
Jak tak to dajcie znać? ;)
Pozdrawiam, Iza <3


niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 12

Perspektywa Harrego
Może buzowało mi w głowie od dużej dawki alkoholu, ale nie straciłem zupełnie świadomości co się dzieje. Mój przyjaciel przegiął pałę i gdyby nie to, że ma zanik pamięci już dawno bym mu skopał tyłek. Jak może wierzyć Elce a nie nam, kompletnie ześwirował i niby go okłamałem! To ta zołza najpierw zrywa z nim dla innego, a teraz pewnie ma jakiś chytry plan, więc wcisnęła mu jakiś kit. Zaczynam się obawiać, że do puki nie wróci mu pamięć, będziemy musieli zawiesić działalność muzyczną. Teraz właśnie przeprowadzamy głośną wymianę zdań, jeśli można tak nazwać darcie się jeden na drugiego, przez co cierpię, ale może do niego dotrze. Nawet nasz daddy, który był zawsze oazą spokoju, zbijając przy okazji kilka szklanek. W pewnym momencie do salonu wparował Niall. Ten wiecznie uśmiechnięty blondynek cały poczerwieniał ze złości i przywalił Tomlinson'owi w nos.
N-Ty debilu, ona się pocięła. Słyszysz! POCIĘŁA SIĘ PRZEZ CIEBIE!-Te słowa uderzyły chyba w nas wszystkich, oprócz brunetki.
E-Pff, to było wiadome, krucha istotka...- Chyba miała nadzieje, że jej nie usłyszymy. Lou chwilę się zastanawiał, ale w końcu powiedział coś czego się nie spodziewaliśmy.
L-W sumie dobrze jej tak, po co się wtrącała w mój i El związek.
N-Czy ty się słyszysz!-pokręcił z politowaniem głową -Jak możesz.

Z-Jesteś głupi, czy głupszy?! Nie rozumiesz co się stało?
L-Rozumiem. Zrobiła sobie kilka ran na nadgarstkach, przez wielkie, buzujące w niej emocje, zresztą nie potrzebne.-Odpowiedział ze stoickim spokojem.
Z-Aha czyli nic to dla ciebie nie znaczy, ona? Może zginąć, bo nie jest ci potrzebna, bo masz ... ją?-wskazał na brunetkę siedzącą na kanapie.Brunet nie odpowiadał, a Malik już nie wytrzymał.-Idiota, egoista, dureń! Chłopaki, dziewczyny nie ma co tu z nim siedzieć i tłumaczyć co zrobił źle, jedźmy do Izy. - Przed samym wyjściem odwróciłem się jeszcze do pary na kanapie i pokręciłem z niedowierzaniem głową.
H-Myślałem, że jesteś ... inny.
Perspektywa Liam'a
...w szpitalu...
Li-Przepraszam, gdzie leży Izabela Tomson? Niedawno ją przywieziono ...
P-Tak, na drugim piętrze, szóste drzwi na lewo, pokój 224, a państwo to?
All-Przyjaciele.-odpowiedzieliśmy chórkiem, na co pielęgniarka się uśmiechnęła, a my złapaliśmy windę i udaliśmy się zgodnie ze wskazówkami około 40 letniej blondynki. Będąc przy właściwym pomieszczeniu, zerknęliśmy co jest za szybą. Po obrazie płaczącej Kate nad ciałem przyjaciółki, obawialiśmy się najgorszego. Horan nie pozwolił swojej dziewczynie płakać samotnej, więc wszedł do sali podnosząc ją z podłogi i sadzając ją sobie na kolanach. Lekarz wychodzący z jej sali pozwoliła nam również wejść do środka. Nialler głaskał blondynkę po plecach, całując w czoło i pytając co się stało. Maszyna podłączona do brunetki wskazywała, że bicie jej serca jest unormowane i spokojne, czyli na pewno jeszcze żyła.
N-Skarbie, powiesz co się stało?
K-Bo ... w karetce ona..., jej serce prawie się zatrzymało i porazili ją tą maszyną, żeby z powrotem biło....Podobno straciła dużo krwi i muszą jej dać trochę, ... ale nie mają jej grupy już, więc jeśli ktoś nie odda krwi z jej grupą do jutra, to ... to ... to może zasnąć na dłużej.-Dużo się jąkała, ale w końcu nam powiedziała, wtulając się w blondyna.
H-A jaką ma grupę krwi?-zapytał nasz trochę już pijany loczek
K-Nie pamiętam, ... zapytaj lekarza.
Li-To chodźcie oddać krew, nawet jeśli nie mamy jej grupy, to przyda się w szpitalu dla innych osób w jej sytuacji.- Chłopaki przyznali mi rację, ale ze względu na stan przyjaciółki, Niall został i ma się potem zmienić z którymś z nas, by nie zostawiać jej samej. Po wykonaniu tej czynności przez całą naszą grupkę, okazało się, że żaden nie ma jej grupy. Posiedzieliśmy kilka godzin, po czym Kate stwierdziła, że możemy wracać do domu, a ona sama zostanie. Oczywiste było, że jeden z nas na to nie pozwolił i stwierdził, że będzie czuwał razem z nią. Kiedy nasza trójka wróciła do domu, nie zastaliśmy Louis'a i Eleanor. Właściwie to się nawet cieszyliśmy, gdyż nie chciało nam się znowu z nim kłócić. Zmęczeni dniem, położyliśmy się spać.
Perspektywa Louis'a
Odwiozłem Eleanor do jej mieszkania i pojechałem pod szpital ,w którym miała się znajdywać Iza. Było już bardzo późno, więc nie podejrzewałem, aby moi przyjaciele nadal tam byli. W połowie moje podejrzenia się sprawdziły gdyż była jedynie Nate, która smacznie chrapała na krzesełkach obok brunetki. Trochę przesadziłem z tym oskarżeniem jej, może nie powinna się wtrącać z chłopakami w mój związek, ale byłem dla niej chyba kimś ważnym, skoro tak się skrzywdziła. Może jeszcze coś się zdarzyło między nami o czym nie powiedziała mi El. Nagle z rozmyślań wyrwał mnie głos pielęgniarki.
P-Jesteś jej chłopakiem?
L-eee...kolegą.
P-Mhm..., jest w ciężkim stanie.
L-Ciężkim? Jak bardzo? Co pani ma na myśli?
P-Straciła dużo krwi, a jej grupa ... tak jakby wyszła nam z zapasów.
L-Co się stanie jeśli jej nie dostanie?
P-Zapadnie w długiiiii sen.
L-A mogę jakoś pomóc?
P-Chodź za mną, pobierzemy od ciebie trochę krwi i oby była właściwa...-Na szczęście miałem odpowiednią, więc pielęgniarka podłączyła ją do żył Izy, to jedyny sposób w jaki mogłem jej teraz pomóc. Nie oszukujmy się, nie jestem dumny z tego co zrobiłem, a mówiąc, że jej życie jest mi obojętne kłamałem. Czuję że dużo się zdarzyło w okresie, którego nie pamiętam i muszę się dowiedzieć co.
P-Jak chcesz to wejdź do niej na chwilę.-chwilkę się zastanawiałem ale skoro i oni i ona śpią to nawet się nie dowiedzą, że tu byłem,chyba że powie im pielęgniarka.
L-Mhm, tylko mogła by pani zachować to w tajemnicy, że tu byłem.
P-Eh, no dobrze. To, że ty oddałeś jej krew też?
L-Tak, dziękuję.-Po moich słowach kobieta wyszła, a ja podszedłem do łóżka, na którym leżała Iza.- Przepraszam, że doprowadziłem cię do tego stanu. Teraz wyglądasz tak pięknie i niewinnie -lekko dotknąłem jej ręki, przez co jeszcze wyraźniej dostrzegłem cięcia-... jak aniołek, choć chyba wcale nim nie jesteś.- Jeszcze raz na nią spojrzałem, pocałowałem w czoło i postanowiłem wrócić do domu, ale magiczna moc kazała mi przejechać obok parku. Alejki były oświetlone żółtym światłem latarni. Wszystkie prowadziły do punktu głównego, czyli fontanny wokół której były poustawiane ławeczki. Przysiadłem na jednej z nich i wpatrywałem się w fontannę, która była już wyłączona, ale w tafli wody odbijał się pełny dziś księżyc. Nie było za ciepło, a wiatr zerwał z drzewa kilka liści, które ścigały się robiąc fikołki. Te miejsce wydawało mi się dziwnie znajome, nie było to ze względu na fakt, iż byłem tu wielokrotnie, czułem,że zdarzyło się tu coś ważnego, tylko co? Rozważę to innym razem, teraz powinienem się zbierać.
-----------------------------------------------
Wiem, że trochę krótki, ale przynajmniej, 
aż tak długo nie czekaliście.
Mam nadzieję, że się spodoba :)
Co o nim myślicie?
Jakieś pytania?
wasza Iza ;*